czwartek, 12 czerwca 2014
we współczesnym slangu korporacyjnym to się nazywa
dywanik u szefa i zjebka po których następuje zaproszenie na piwo -
Witold Gombrowicz w "Ferdydurke" opisuje Józia
który wciela się w rolę pana i bije po gębie swojego kolegę
odgrywającego rolę parobka - a ten się cieszy -
mocno pan bije po jaśniepańsku
jest w tym jakaś masochistyczna przyjemność że pan taki mocny
że jak trzepnie to człowiek poczuje gdzie jest jego miejsce
kiedyś słyszałem taki dialog gdy w siedzibie
wielkiej międzynarodowej firmy - w saloniku przy kawie
pewien top menadżer zwierzał się drugiemu
że został wezwany na dywanik przez prezesa i dostał
taką zjebkę że jeszcze nie przeżył podobnej w całym swoim życiu
ale też wyniki spadały sprzedaż malała...
w głosie tego fachowca pobrzmiewały właśnie takie masochistyczne tony
taka chęć zracjonalizowania sytuacji jak u tego
gombrowiczowskiego parobka i tak to się wszędzie odbywa -
z badań prof. Hryniewicza wynika że 60 proc. kadry
dobrze się czuje w takim sposobie zarządzania i całkowicie go akceptuje
to rodzaj ucieczki przed wolnością -
ale ma to ogromny wpływ na funkcjonowanie
w ten sposób kierowanych firm
bo jeśli pan szef bije albo krzyczy
jeśli nie wiadomo czego się spodziewać
jeśli donos rządzi to tworzą się takie mikrośrodowiska oporu
w dawnym folwarku parobkowie i dziewki służebne
zawiązywali porozumienia żeby tego pana jakoś obejść
także we współczesnych przedsiębiorstwach tworzą się
małe sojusze - nepotyczne układy i struktury - pączkują grupki
których członkowie wspierają się nawzajem w opozycji do innych -
we wrogości do całej organizacji dział walczy z działem
marketing występuje przeciwko sprzedawcom -
mówi że to złodzieje - produkcja ma na pieńku z logistyką
my tu w naszym dziale jesteśmy fajni reszta to wrogowie
amoralny familiaryzm zastępuje zdrowe układy -
stąd też pączkuje opisywany przez prof. Czapińskiego
wszechogarniający brak zaufania w społeczeństwie -
kapryśność emocjonalność szefa - tego pana na folwarku
skutkuje jeszcze i tym że pracownicy w tych małych
grupkach samopomocy wytwarzają własny kodeks moralny:
dobrze jest ukraść coś z firmy gdyż to nam się należy
jako zadośćuczynienie za krzywdy -
taki mały samowymiar sprawiedliwości
oszukać niestabilnego przełożonego?
jak najbardziej - sam nas do tego doprowadził
jak w patologicznej rodzinie gdzie mąż - pijak i tyran -
rozstawia wszystkich po kątach ale w rezultacie
wygraną jest bita przez niego żona
gdyż wyspowiadała się a ksiądz jej powiedział
że moralnie jest górą - więc moralnie rośnie -
i jak jest zjebka - stara się szefa ułagodzić
podejmując pod kolana ale się go nie szanuje i jak tylko
nadarzy się okazja pracownik postara się go
oszukać - okraść - pozorować pracę i zaangażowanie
forsal.pl