środa, 11 czerwca 2014
z folwarkiem jest tak że mamy organizację której celem
jest wytwarzanie czegoś tam - produktu czy usług
ale przede wszystkim - trwanie
tymczasem w przedsiębiorstwie kapitalistycznym
celem jest zysk i wzrost wartości samej organizacji -
metaforyczny folwark osłabia ten drugi cel
a to m.in. z tego powodu że ośrodek władzy - a więc decyzji -
kontroli - restrykcji - moc decydowania o losie podwładnych
jest bardzo mocno scentralizowany
zwykle spoczywa w rękach jednej osoby
kiedyś właściciela ziemskiego potem lidera z nadania politycznego
albo po prostu właściciela firmy bądź postawionego na jej czele menadżera
to od jego woli - kaprysu - nastroju chwili zależy
co się stanie z firmą i z jej pracownikami
władza uprawnienia i odpowiedzialność nie są delegowane -
pan mówi co i jak zrobić - jak ma dobry humor - pochwali
jak jest wściekły - zgani - nakrzyczy
wyrzuci z pracy - zakuje w dyby
nigdy nie wiadomo czego się spodziewać -
a ludzie pokornie to znoszą
z jednej strony sarkają buntują się ale z drugiej jest
im wygodnie bo nie ponoszą odpowiedzialności -
jednak ma to dalece idące konsekwencje -
pracownicy pozbawieni odpowiedzialności
za to zajęci wychwytywaniem nastrojów pana czyli np. prezesa firmy
gubią także swoją kreatywność - tracą inteligencję
zajmuje ich głównie to żeby nie podpaść
niesamowite jak to działa -
nawet w nowoczesnych przedsiębiorstwach
nawet w międzynarodowych korporacjach mających swoje oddziały w Polsce
zresztą ta infekcja dotyka nie tylko firmy ale też
nasze kliniki - uczelnie - redakcje - kluby sportowe czy szkoły -
wszędzie w szybkim czasie wytwarza się folwark
informacje przestają przepływać między działami
zamiast tego krążą donosy
fachowcy idą w odstawkę tworzy się dwór -
to jest jak jakaś zakaźna choroba społeczny wirus ebola
rodziny i przyjaciele ekspertów cudzoziemców żyjących i pracujących
w naszym kraju wielokrotnie opowiadali mi co się działo
z takimi menedżerami w krótkim czasie po przyjeździe do Polski
że nigdy nie byli tak agresywni - despotyczni - dominujący
jak podczas pracy tutaj - nie zapomnę przykładu
pewnego Holendra doświadczonego top menadżera
który miał wielkie zasługi w budowaniu przedsiębiorstw
na partycypacyjnych zasadach w RPA i w Indiach
a po przyjeździe do nas i kilku miesiącach pracy
zamienił się w agresywnego dyktatora
on sam był przerażony i nie potrafił tego pojąć
mało tego - zarazie ulegają całe polskie oddziały zagranicznych korporacji
gdzie indziej nowocześnie zarządzanych takich
co mają misję wizję i wartości -
a u nas jak tylko polski menadżer weźmie to w ręce
wszystko trafia znów na klepisko
forsal.pl